Świadectwo teatru niepełnosprawnych zmusza do rewizji pochopnych podziałów. Różnimy się wszyscy, ale tylko pewne formy odmienności są napiętnowane społecznie.
1.
Teatr jest szczególną dyscypliną sztuki. Scena usprawiedliwia najbardziej nieprawdopodobne zboczenia, szalbierstwa, mordy – i happy endy. Tą samą mocą poręcza za elfy i Kalibana; dopuszcza i obłęd, i sen nocy letniej. W teatralnej ramie możliwa jest każda treść i każda forma ekspresji.
Dlatego w teatrze niepełnosprawność może stać się predyspozycją do roli: przecież Ofelia jest szalona, Edyp to kulawy ślepiec, Felicjan Dulski nie mówi. Scena nie leczy z ułomności, choć może łagodzić czy przezwyciężać stan upośledzenia. Wystarczy, że przekona do życia bez wstydu, że nauczy znosić natarczywe spojrzenia. Lepiej, gdy nauczy zarówno artystów, jak i widzów, że w teatrze ludzie niepełnosprawni są pełnosprawnymi aktorami.
Daphne M. Payne, niesłysząca teatrolog z Uniwersytetu w Reading (Wielka Brytania), prowadząc Theater of the Deaf, pyta nie o to, co teatr może zrobić dla głuchych, ale co głusi mogą zrobić dla teatru. Na scenie nie waży to, kto mówi (gwiazda czy amator, tragik czy błazen), ale to, co i w jaki sposób ma on do powiedzenia. Spektakl niepełnosprawnych – jak każde inne przedstawienie – to spotkanie z człowiekiem, który obdarza widzów swoim odmiennym sposobem odczuwania, rozumienia i wyrażania świata. W tym szczególnym przypadku spotęgowana “inność” twórców, którą na co dzień nazywamy kalectwem, odkrywa dla nas niedostrzegane, a często i niedostrzegalne, składniki świata.
2.
Ryszard Stryjecki, artysta-rzeźbiarz, pracuje w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku z głuchoniewidomymi, dla których jedyną formę kontaktu z rzeczywistością stanowi dotyk. Doświadczenie pozwoliło mu przekonać się, że umysł ludzi pełnosprawnych nastawiony jest na redukcję wrażeń, selekcję bodźców wzrokowych, słuchowych, przed przesłaniem ich do rozumowej analizy. Upośledzenie zmusza do odmiennego kontaktu ze światem: rzetelnego, kontemplacyjnego. Nierzadko jeden zmysł lub pewna forma aktywności rekompensuje brak innych.
Zachwyca pantomimiczna commedia dell’arte w wykonaniu niesłyszących studentów z Reading, którzy z niezrównaną precyzją modelują plastykę ruchu, podobnie jak dzieci Integracyjnego Teatru Ruchu “Eurytmia” w baśni “Siostra i Brat”. Imponuje “Kubuś Fatalista”, monodram Antoniego Szczucińskiego, który ze znawstwem wykorzystuje barwę i melodię słowa. Nikt nie zastąpi aktorów Teatru Prawd Dziwnych z Łęcznej, których naznaczone chorobą psychiczną ciała splatają się z ich szyderstwem z dewocji, tworząc świat średniowiecznego karnawału, parodię misterium. Nikt nie zagra Szekspirowskiego “Makbeta” tak, jak aktorzy z zespołem Downa teatru Casablanka. Twarze
zastygłe w maskach smutku, spod których wymykają się tiki, najdoskonalej znakują los
bohatera zdeterminowany przepowiednią wiedźm.
Najwyższy kunszt pokazał Martin Frys, student praskiej Akademii Teatralnej, obdarzony przez naturę szczątkowymi rękami człowiek-ptak. W monodramie “Wy temu wierzycie”, osnutym wokół okoliczności powstawania “Don Kichota”, nie tylko nie ukrywa kalectwa, ale przekuwa je w walor spektaklu. Eksponuje ułomność, unieruchamiając ręce kijem szczotki, by nagle, w chwili skupienia twórczego uwięzionego Cervantesa (któż z nas umie pisać stopą?) otrzeć sobie dłonią pot z czoła. Wykorzystuje zaskoczenie, czyniąc lalki ze stóp, z kolan (tak!), z całej fizyczności. Kuca, naciąga bluzę na kolana jako wielki brzuch, a drobne rączki i wielka – stosunkowo – głowa, dopełniają groteskową postać Sancho Pansy.
3.
Jednak teatr ułomnych – fizycznie, psychicznie czy społecznie – nawet w pełni rozumiany i afirmowany, niesie w sobie coś szokującego. Toon Baro, reżyser teatru Tartaar, profesjonalnego belgijskiego zespołu ludzi upośledzonych, pisze zaczepnie: “Teatr niepełnosprawnych umysłowo ma zawsze coś budzącego obawę, coś dziwacznego. Chcemy czy nie, wzbudza w widzach poczucie niezwykłości. To prowokacja. Publiczność patrzy na grupę ludzi, których wcale nie chce oglądać. Publiczność chce, żeby tych ludzi zamknięto w domach opieki”.
A jeśli ci, których zwykle nie chcemy widzieć, pokazują historię, którą chcemy poznać? Wtedy, siłą rzeczy, identyfikujemy się z bohaterami, przejmujemy ich punkt widzenia świata. Czasem wrażenie jest tak dojmujące, jak podczas przedstawienia “Solo-Extra Reality Show” schizofreników z teatru Opera-Buffa. Tu pantomima na scenie powtarza akcję równolegle wyświetlanego filmu (w nim też jest ekran i przebiegające cienie), ale gra przebiega tyłem do widowni, a przodem do “lustrzanego” ekranu. Czy to iluzja zwielokrotnienia, czy już raczej “schizofreniczne” zwielokrotnienie iluzji?
Świadectwo teatru niepełnosprawnych zmusza do rewizji pochopnych podziałów. Różnimy się wszyscy, ale tylko pewne formy odmienności są napiętnowane społecznie. Mechanizmy segregacji za każdym razem są arbitralne: czarnoskórzy, rudzi, pryszczaci; ktoś jest naznaczony maską “downa”, “psychicznego”, kaleki. Teatr niepełnosprawnych za każdym razem tę maskę niepełnosprawności, zdjętą z aktorów, nakłada pełnosprawnym widzom. To my, tzw. “normalna” publiczność, musimy przejrzeć i zdjąć z siebie hipokryzję uznaniowych norm i standardów normalności. Uświadomić sobie, że każdy z nas jest inny – społecznie, psychicznie, fizycznie.
Piętnująca granica także i z nas może uczynić niepełnosprawnych. Ja noszę okulary.
Leszek Karczewski
Gazeta Łódzka
21 maja 2002















prof. Wiesław Karolak















“Bajki i opowiadania w terapii i psychoedukacji dzieci” Anna Niesłuchowska
Najnowsze komentarze