13
lis
07

nA gÓrze – grupa terapeutyczno – twórcza

Jak sami o sobie piszą : “NASZE SPOTKANIE nastąpiło dziesięć lat temu. Wtedy byli “Oni” i “my”. “Oni” przyszli z innego Domu Pomocy Społecznej, można powiedzieć hurtem – sześćdziesięciu chłopców z przypisanymi środkami uspokajającymi (w dawkach zadziwiających). My byliśmy rzekomo tymi, którzy mieli wiedzieć jak się robi terapię, czy rehabilitację, jak wyprowadza się z niepełnosprawności, przywraca społeczeństwu. Jednak bardzo szybko “Oni” dali nam do zrozumienia (a my, na szczęście, pozwoliliśmy to sobie prosto wytłumaczyć), że jeśli mamy wspólnie BYĆ w tym Domu i jeżeli to naprawdę ma być Dom, to…

1995 Warszawa

No właśnie, tu zaczynają się trudności z wyjaśnieniem o co w Tym Wszystkim zaczęło chodzić. Bo… zamiast uczyć – sami zaczęliśmy na nowo odszukiwać to, co zagubiliśmy, stając się Poważnymi Dorosłymi; bo oprócz monotonnej codzienności, która ciągle atakuje Dom, jego mieszkańcy codziennie żyją inaczej, często zaskakując swą spontanicznością; bo pomimo przyjętego “programu wychowawczego” stale jesteśmy zmuszani do zmieniania go, gdyż przestaje pasować do rozwoju poszczególnych osób; bo podział na wychowawców i wychowanków nie jest już tak oczywisty, skoro kilku z “Nich” pracuje w Domu, pomagając innym, mniej sprawnym mieszkańcom (choćby tylko poprzez to stali się “nami”); bo zamiast tłumić energię sztucznymi środkami, staramy się ją spożytkować – na przykład grając…

1995 Warszawa

Któryś z chłopaków mruczał czasami pod nosem jakąś melodię, choć w ogóle nie mówił. Inny tłukł łyżeczkami w talerze na stołówce i robił to całkiem rytmicznie. Naturalne stało się, iż zaczęliśmy razem tworzyć muzykę (wcale nie koniecznie relaksacyjną, jak wypadałoby w “niepełnosprawnej instytucji”).
Na pierwszym koncercie Mały grał już pałkami na… kartonowych pudłach. Bartol zaś odważył się na zaśpiewanie kilku słów. No i porwało nas to bardzo szybko. Chyba od razu straciliśmy dystans – do siebie (przestało być ważne kto jest tzw. mieszkańcem, kto tzw. pracownikiem, a kto tzw. wolontariuszem) i do tego, co robiliśmy. Może powinniśmy prowadzić cykliczne próby, starać się o występy, stosować jakieś konkretne zasady funkcjonowania grupy. Ale jakoś tak… nie chciało nam się.
Wobec tego, po siedmiu latach spontanicznego muzykowania powstały nagrania, które zapewne mogłyby brzmieć bardziej profesjonalnie (przypuszczamy, że jest kilka tysięcy zespołów grających bardziej równo i śpiewających wyraźniej od nas – choć nie jest to jednak takie pewne). Ale cóż… Chyba nie o to nam, tak naprawdę, chodzi… Bo co z tego, że wszystko jest równe i wyraźne? Podobno sztuka ma służyć do wyzwalania emocji, a może nawet uczuć. Niech zatem służy. Niech je RE GENERUJE…”

Grupa powstała 10 lat temu w domu stojącym na wzgórzu kilometr od wsi Rzadkow. Mieszka tam kilkadziesiąt osób niepełnosprawnych intelektualnie. W takiej izolacji, z dala od ośrodków kultury, można bezradnie rozkładać ręce, nudzić się, albo tworzyć własną, niezależną kulturę wykorzystując to, co przynosi nam codzienność.  Historia grupy przedstawia się następująco.”o, co teraz możecie zobaczyć i usłyszeć na naszych koncertach nie zawsze takie było…
Kilka lat temu, gdy zaczynaliśmy muzykować dla samych siebie i dla kilkunastu widzów na pierwszym koncercie w naszym Domu, Mały grał na kartonowych pudłach. Śpiewał wtedy tylko Bartol. Adam i Robert brzdąkali w dzwonki i trójkąty. Woju obsługiwał gitarę.

1999 Szczecin
“Święto Działań Niezwykłych”

Po miesiącu Adam też zaczął śpiewać. A chwilę później doszedł Maniek (zobaczył na video rejestrację naszego pierwszego, domowego koncertu i zaczął podobno krzyczeć do swej żony, że musi z nami grać – na szczęście pozwoliła mu.).
Dwie akustyczne, NRD-owskie gitary to było coś! Maniek i Woju starali się je stroić, jak tylko mogli! Zamiast kartonów pojawiły się bongosy, ale Mały tak walił w nie pałkami, że szybko rozwalił naciągi.
Gitara basowa zabrzmiała w zespole pierwszy raz… na taśmie magnetofonowej. Po prostu, na końcu nagrywania w studiu kasety “Kolorowomowa” stwierdziliśmy, że czegoś tu brakuje i zaproponowaliśmy znajomemu basiście, żeby dodał swoje “conieco”. W ten sposób w grupie znalazł się Lo, muzyk z punkowej formacji “Inri”.
Odtąd, czyli mniej więcej od 1997 roku występowaliśmy w takim samym składzie, w jakim powstała później płyta “Re generacja”. Po drodze udało się kupić perkusję dla Małego, na której szczęśliwie gra do dziś. No. chyba trzeba wspomnieć o konieczności wymiany popękanych talerzy, złamanej “stopy” i zdezelowanego “hi-hat’u” (Mały nadal ma ciężką rękę i nogę!).
Rok później Robertowi Królskiemu, grającemu na przeszkadzajkach, znudziło się jeżdżenie w długie trasy koncertowe, wobec czego oznajmił, że opuszcza zespół. Zaproponowaliśmy wtedy współpracę Krisowi, który grał sobie od czasu do czasu na klawiszach w Warsztacie Terapii Zajęciowej w Chodzieży. Pojawił się z nami pierwszy raz przed olbrzymią publicznością na stadionie, podczas trasy z Arką Noego i dał sobie wówczas bardzo dobrze radę. Dzięki temu można go usłyszeć na ostatniej płycie – “Satysfakcja”.
Ale najważniejsze w tej historii jest to, że w ogóle mogliśmy się spotkać i że przez te wszystkie lata, oprócz koncertów dla publiczności, ciągle chętnie graliśmy dla samych siebie, dla swojej własnej, dzikiej radochy ! I oby tak było…”Oprócz wspólnego muzykowanie grupa wystawia sztuk, prowadzi warsztaty dla ludzi chcących nauczyć się twórczej pracy z osobami niepełnosprawnymi, a także rozpoczęła projekt pod kryptonimem “Portrety – opowieści” (polega on na znalezieniu we wsiach położonych w pobliżu Rzadkowa osób z ciekawymi życiorysami lub z jakąś życiową pasją; ich opowieści zostają przez nich spisane, osobom tym robi się również portretowe zdjęcia). Po wiecej informacji zapraszam tutaj


0 Odpowiedzi do “nA gÓrze – grupa terapeutyczno – twórcza”



  1. Nie ma jeszcze komentarzy

Dodaj komentarz




Kalendarz

listopad 2007
P W Ś C P S N
     
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Archiwum

Watch videos at Vodpod and other videos from this collection.

Najnowsze komentarze