18
List
07

Nagroda dla studentki Ug w konkursie Unii Europejskiej „Łamanie stereotypów”, czyli nie koniecznie na temat, a może jednak

Maja Kurant, studentka Uniwersytetu Gdańskiego zajęła trzecie miejsce w konkursie Unii Europejskiej „Łamanie stereotypów”. Konkurs odbywał się pod hasłem – „Za różnorodnością. Post niekoniecznie na temat, ale potrzebę miałem zsolidaryzowania się 🙂

Reklamy
13
List
07

Amatorzy – Teatr bez masek (artykuł)

Świadectwo teatru niepełnosprawnych zmusza do rewizji pochopnych podziałów. Różnimy się wszyscy, ale tylko pewne formy odmienności są napiętnowane społecznie.

  1.

Teatr jest szczególną dyscypliną sztuki. Scena usprawiedliwia najbardziej nieprawdopodobne zboczenia, szalbierstwa, mordy – i happy endy. Tą samą mocą poręcza za elfy i Kalibana; dopuszcza i obłęd, i sen nocy letniej. W teatralnej ramie możliwa jest każda treść i każda forma ekspresji.

Dlatego w teatrze niepełnosprawność może stać się predyspozycją do roli: przecież Ofelia jest szalona, Edyp to kulawy ślepiec, Felicjan Dulski nie mówi. Scena nie leczy z ułomności, choć może łagodzić czy przezwyciężać stan upośledzenia. Wystarczy, że przekona do życia bez wstydu, że nauczy znosić natarczywe spojrzenia. Lepiej, gdy nauczy zarówno artystów, jak i widzów, że w teatrze ludzie niepełnosprawni są pełnosprawnymi aktorami.

Daphne M. Payne, niesłysząca teatrolog z Uniwersytetu w Reading (Wielka Brytania), prowadząc Theater of the Deaf, pyta nie o to, co teatr może zrobić dla głuchych, ale co głusi mogą zrobić dla teatru. Na scenie nie waży to, kto mówi (gwiazda czy amator, tragik czy błazen), ale to, co i w jaki sposób ma on do powiedzenia. Spektakl niepełnosprawnych – jak każde inne przedstawienie – to spotkanie z człowiekiem, który obdarza widzów swoim odmiennym sposobem odczuwania, rozumienia i wyrażania świata. W tym szczególnym przypadku spotęgowana „inność” twórców, którą na co dzień nazywamy kalectwem, odkrywa dla nas niedostrzegane, a często i niedostrzegalne, składniki świata.

2.

Ryszard Stryjecki, artysta-rzeźbiarz, pracuje w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku z głuchoniewidomymi, dla których jedyną formę kontaktu z rzeczywistością stanowi dotyk. Doświadczenie pozwoliło mu przekonać się, że umysł ludzi pełnosprawnych nastawiony jest na redukcję wrażeń, selekcję bodźców wzrokowych, słuchowych, przed przesłaniem ich do rozumowej analizy. Upośledzenie zmusza do odmiennego kontaktu ze światem: rzetelnego, kontemplacyjnego. Nierzadko jeden zmysł lub pewna forma aktywności rekompensuje brak innych.

Zachwyca pantomimiczna commedia dell’arte w wykonaniu niesłyszących studentów z Reading, którzy z niezrównaną precyzją modelują plastykę ruchu, podobnie jak dzieci Integracyjnego Teatru Ruchu „Eurytmia” w baśni „Siostra i Brat”. Imponuje „Kubuś Fatalista”, monodram Antoniego Szczucińskiego, który ze znawstwem wykorzystuje barwę i melodię słowa. Nikt nie zastąpi aktorów Teatru Prawd Dziwnych z Łęcznej, których naznaczone chorobą psychiczną ciała splatają się z ich szyderstwem z dewocji, tworząc świat średniowiecznego karnawału, parodię misterium. Nikt nie zagra Szekspirowskiego „Makbeta” tak, jak aktorzy z zespołem Downa teatru Casablanka. Twarze

 

zastygłe w maskach smutku, spod których wymykają się tiki, najdoskonalej znakują los
bohatera zdeterminowany przepowiednią wiedźm.

Najwyższy kunszt pokazał Martin Frys, student praskiej Akademii Teatralnej, obdarzony przez naturę szczątkowymi rękami człowiek-ptak. W monodramie „Wy temu wierzycie”, osnutym wokół okoliczności powstawania „Don Kichota”, nie tylko nie ukrywa kalectwa, ale przekuwa je w walor spektaklu. Eksponuje ułomność, unieruchamiając ręce kijem szczotki, by nagle, w chwili skupienia twórczego uwięzionego Cervantesa (któż z nas umie pisać stopą?) otrzeć sobie dłonią pot z czoła. Wykorzystuje zaskoczenie, czyniąc lalki ze stóp, z kolan (tak!), z całej fizyczności. Kuca, naciąga bluzę na kolana jako wielki brzuch, a drobne rączki i wielka – stosunkowo – głowa, dopełniają groteskową postać Sancho Pansy.

3.

Jednak teatr ułomnych – fizycznie, psychicznie czy społecznie – nawet w pełni rozumiany i afirmowany, niesie w sobie coś szokującego. Toon Baro, reżyser teatru Tartaar, profesjonalnego belgijskiego zespołu ludzi upośledzonych, pisze zaczepnie: „Teatr niepełnosprawnych umysłowo ma zawsze coś budzącego obawę, coś dziwacznego. Chcemy czy nie, wzbudza w widzach poczucie niezwykłości. To prowokacja. Publiczność patrzy na grupę ludzi, których wcale nie chce oglądać. Publiczność chce, żeby tych ludzi zamknięto w domach opieki”.

A jeśli ci, których zwykle nie chcemy widzieć, pokazują historię, którą chcemy poznać? Wtedy, siłą rzeczy, identyfikujemy się z bohaterami, przejmujemy ich punkt widzenia świata. Czasem wrażenie jest tak dojmujące, jak podczas przedstawienia „Solo-Extra Reality Show” schizofreników z teatru Opera-Buffa. Tu pantomima na scenie powtarza akcję równolegle wyświetlanego filmu (w nim też jest ekran i przebiegające cienie), ale gra przebiega tyłem do widowni, a przodem do „lustrzanego” ekranu. Czy to iluzja zwielokrotnienia, czy już raczej „schizofreniczne” zwielokrotnienie iluzji?

Świadectwo teatru niepełnosprawnych zmusza do rewizji pochopnych podziałów. Różnimy się wszyscy, ale tylko pewne formy odmienności są napiętnowane społecznie. Mechanizmy segregacji za każdym razem są arbitralne: czarnoskórzy, rudzi, pryszczaci; ktoś jest naznaczony maską „downa”, „psychicznego”, kaleki. Teatr niepełnosprawnych za każdym razem tę maskę niepełnosprawności, zdjętą z aktorów, nakłada pełnosprawnym widzom. To my, tzw. „normalna” publiczność, musimy przejrzeć i zdjąć z siebie hipokryzję uznaniowych norm i standardów normalności. Uświadomić sobie, że każdy z nas jest inny – społecznie, psychicznie, fizycznie.

Piętnująca granica także i z nas może uczynić niepełnosprawnych. Ja noszę okulary.

 

Leszek Karczewski
Gazeta Łódzka
21 maja 2002

     
13
List
07

OSWAJANIE ŚWIATA, wystawa artystów ( Warszawa 2003r)

Autorami prac są kolejno : Grzegorz Sienkiewicz,  Włodzimierz Rosłon,  Robert Binda,  Jacek Zdanowski,  Adam Dembiński,  Darek Omelanczuk,  Grzegorz Pliszka,  Tomasz Jezierzański,  Halina Dylewska,  Krzysztof Wiśniewski,  Krzysztof Gieniusz,  Adam Dembiński.

13
List
07

nA gÓrze – grupa terapeutyczno – twórcza

Jak sami o sobie piszą : „NASZE SPOTKANIE nastąpiło dziesięć lat temu. Wtedy byli „Oni” i „my”. „Oni” przyszli z innego Domu Pomocy Społecznej, można powiedzieć hurtem – sześćdziesięciu chłopców z przypisanymi środkami uspokajającymi (w dawkach zadziwiających). My byliśmy rzekomo tymi, którzy mieli wiedzieć jak się robi terapię, czy rehabilitację, jak wyprowadza się z niepełnosprawności, przywraca społeczeństwu. Jednak bardzo szybko „Oni” dali nam do zrozumienia (a my, na szczęście, pozwoliliśmy to sobie prosto wytłumaczyć), że jeśli mamy wspólnie BYĆ w tym Domu i jeżeli to naprawdę ma być Dom, to…

1995 Warszawa

No właśnie, tu zaczynają się trudności z wyjaśnieniem o co w Tym Wszystkim zaczęło chodzić. Bo… zamiast uczyć – sami zaczęliśmy na nowo odszukiwać to, co zagubiliśmy, stając się Poważnymi Dorosłymi; bo oprócz monotonnej codzienności, która ciągle atakuje Dom, jego mieszkańcy codziennie żyją inaczej, często zaskakując swą spontanicznością; bo pomimo przyjętego „programu wychowawczego” stale jesteśmy zmuszani do zmieniania go, gdyż przestaje pasować do rozwoju poszczególnych osób; bo podział na wychowawców i wychowanków nie jest już tak oczywisty, skoro kilku z „Nich” pracuje w Domu, pomagając innym, mniej sprawnym mieszkańcom (choćby tylko poprzez to stali się „nami”); bo zamiast tłumić energię sztucznymi środkami, staramy się ją spożytkować – na przykład grając…

1995 Warszawa

Któryś z chłopaków mruczał czasami pod nosem jakąś melodię, choć w ogóle nie mówił. Inny tłukł łyżeczkami w talerze na stołówce i robił to całkiem rytmicznie. Naturalne stało się, iż zaczęliśmy razem tworzyć muzykę (wcale nie koniecznie relaksacyjną, jak wypadałoby w „niepełnosprawnej instytucji”).
Na pierwszym koncercie Mały grał już pałkami na… kartonowych pudłach. Bartol zaś odważył się na zaśpiewanie kilku słów. No i porwało nas to bardzo szybko. Chyba od razu straciliśmy dystans – do siebie (przestało być ważne kto jest tzw. mieszkańcem, kto tzw. pracownikiem, a kto tzw. wolontariuszem) i do tego, co robiliśmy. Może powinniśmy prowadzić cykliczne próby, starać się o występy, stosować jakieś konkretne zasady funkcjonowania grupy. Ale jakoś tak… nie chciało nam się.
Wobec tego, po siedmiu latach spontanicznego muzykowania powstały nagrania, które zapewne mogłyby brzmieć bardziej profesjonalnie (przypuszczamy, że jest kilka tysięcy zespołów grających bardziej równo i śpiewających wyraźniej od nas – choć nie jest to jednak takie pewne). Ale cóż… Chyba nie o to nam, tak naprawdę, chodzi… Bo co z tego, że wszystko jest równe i wyraźne? Podobno sztuka ma służyć do wyzwalania emocji, a może nawet uczuć. Niech zatem służy. Niech je RE GENERUJE…”

Grupa powstała 10 lat temu w domu stojącym na wzgórzu kilometr od wsi Rzadkow. Mieszka tam kilkadziesiąt osób niepełnosprawnych intelektualnie. W takiej izolacji, z dala od ośrodków kultury, można bezradnie rozkładać ręce, nudzić się, albo tworzyć własną, niezależną kulturę wykorzystując to, co przynosi nam codzienność.  Historia grupy przedstawia się następująco.”o, co teraz możecie zobaczyć i usłyszeć na naszych koncertach nie zawsze takie było…
Kilka lat temu, gdy zaczynaliśmy muzykować dla samych siebie i dla kilkunastu widzów na pierwszym koncercie w naszym Domu, Mały grał na kartonowych pudłach. Śpiewał wtedy tylko Bartol. Adam i Robert brzdąkali w dzwonki i trójkąty. Woju obsługiwał gitarę.

1999 Szczecin
„Święto Działań Niezwykłych”

Po miesiącu Adam też zaczął śpiewać. A chwilę później doszedł Maniek (zobaczył na video rejestrację naszego pierwszego, domowego koncertu i zaczął podobno krzyczeć do swej żony, że musi z nami grać – na szczęście pozwoliła mu.).
Dwie akustyczne, NRD-owskie gitary to było coś! Maniek i Woju starali się je stroić, jak tylko mogli! Zamiast kartonów pojawiły się bongosy, ale Mały tak walił w nie pałkami, że szybko rozwalił naciągi.
Gitara basowa zabrzmiała w zespole pierwszy raz… na taśmie magnetofonowej. Po prostu, na końcu nagrywania w studiu kasety „Kolorowomowa” stwierdziliśmy, że czegoś tu brakuje i zaproponowaliśmy znajomemu basiście, żeby dodał swoje „conieco”. W ten sposób w grupie znalazł się Lo, muzyk z punkowej formacji „Inri”.
Odtąd, czyli mniej więcej od 1997 roku występowaliśmy w takim samym składzie, w jakim powstała później płyta „Re generacja”. Po drodze udało się kupić perkusję dla Małego, na której szczęśliwie gra do dziś. No. chyba trzeba wspomnieć o konieczności wymiany popękanych talerzy, złamanej „stopy” i zdezelowanego „hi-hat’u” (Mały nadal ma ciężką rękę i nogę!).
Rok później Robertowi Królskiemu, grającemu na przeszkadzajkach, znudziło się jeżdżenie w długie trasy koncertowe, wobec czego oznajmił, że opuszcza zespół. Zaproponowaliśmy wtedy współpracę Krisowi, który grał sobie od czasu do czasu na klawiszach w Warsztacie Terapii Zajęciowej w Chodzieży. Pojawił się z nami pierwszy raz przed olbrzymią publicznością na stadionie, podczas trasy z Arką Noego i dał sobie wówczas bardzo dobrze radę. Dzięki temu można go usłyszeć na ostatniej płycie – „Satysfakcja”.
Ale najważniejsze w tej historii jest to, że w ogóle mogliśmy się spotkać i że przez te wszystkie lata, oprócz koncertów dla publiczności, ciągle chętnie graliśmy dla samych siebie, dla swojej własnej, dzikiej radochy ! I oby tak było…”Oprócz wspólnego muzykowanie grupa wystawia sztuk, prowadzi warsztaty dla ludzi chcących nauczyć się twórczej pracy z osobami niepełnosprawnymi, a także rozpoczęła projekt pod kryptonimem „Portrety – opowieści” (polega on na znalezieniu we wsiach położonych w pobliżu Rzadkowa osób z ciekawymi życiorysami lub z jakąś życiową pasją; ich opowieści zostają przez nich spisane, osobom tym robi się również portretowe zdjęcia). Po wiecej informacji zapraszam tutaj

13
List
07

Arteterapia i film – czyli filmy przełamujące bariery między ludźmi (part 3)

Murderball – gra o życie (2005)

Osobisty, emocjonalny, pełen pasji, dynamiczny dokument, opowiadający o zajadłej rywalizacji i niezwykłych osobowościach graczy w rugby. Szczególnych graczy: zawodnicy są sparaliżowani, poruszają się na wózkach inwalidzkich. Po wypadkach samochodowych, bójkach na pięści, postrzałach, niefortunnych skokach do wody czy w wyniku ciężkich chorób – resztę życia spędzają w pozycji siedzącej. „Gra o życie” opowiada o grupie zawodników światowej klasy niepodobnych do tych z pierwszych stron gazet. Przebywając wraz z nimi drogę od sali gimnastycznej w środkowych Stanach do areny olimpijskiej w Atenach twórcy każą nam wyzbyć się wszelkich stereotypów na temat niepełnosprawnych. To film o tym, że sport może stanowić cel i sens życia, ale też o sile, o mądrości i odwadze, o rodzinie, o zemście, o seksie, o akceptacji i zwycięstwie nad losem. O radości na przekór wszystkiemu.

(źródło http://www.filmweb.pl)

13
List
07

prof. Wiesław Karolak – przykłady działań arteterapeutycznych ( pokazywane podczas warsztatów na Metamorfozach w latach 2001-2003)

prof. Wiesław Karolak
wykładowca kilku uczelni artystycznych, twórca wielu happeningów, performance, działań artystyczno – ekologicznych, autor książek z dziedziny sztuki, twórczości, arteterapii.

W warsztacie wydobywaliśmy siły i energie, które pomagają we własnym rozwoju; poszukiwaliśmy motywacji do procesu twórczego, w którym do głosu dochodzi zjawisko swoistego oczyszczenia.
Warsztat nastawiony był na rozwój osobisty poprzez zrozumienie, tolerancję i akceptację w pogłębionych relacjach z innymi ludźmi. Wzrost umiejętności komunikowania się, mający w przyszłości stanowić potencjał własnej działalności terapeutycznej. Opanowanie prostych, atrakcyjnych i skutecznych technik pracy artystycznej w dziedzinie terapii przez sztukę.

Przykładowe zajęcia :

JA – mój portret;
taki jestem, taki chciałbym być

Cel ćwiczeń:
– rozwijanie wyobraźni, świadomości własnych emocji, własnych ekspresji, własnego JA

SZTUKA kolorowego widzenia

Cel ćwiczeń:
– rozwijanie umiejętności rozpoznawania problemów

SZTUKA interaktywna

Cel ćwiczeń:
– Zrozumienie, co to jest interakcja, interakcje.

Każda INTERAKCJA jest KOMUNIKACJĄ
INTERAKCJA = KOMUNIKACJA

Mandala (rysowana na podłodze w pozycji kwiatu lotosu)

Co to jest mandala ?
– To kompozycja na planie koła, a jednocześnie, prowadzona za pośrednictwem kolorów i kształtów, rozmowa z samym sobą – takim, jaki jestem w danym momencie, w danym nastroju, w danej sytuacji.
To olbrzymia frajda i źródło niesamowitych niespodzianek, któż z nas bowiem zna siebie do końca
Dlaczego koło ?
– Dlatego, że nie ma początku ani końca, góry ani dołu, nie „atakuje” szpicami kątów, kieruje uwagę na swoje wnętrze. Także dlatego, że kołem jest widnokrąg, a okrągła Ziemia porusza się po kolistej orbicie wokół Słońca, które widziane z Ziemi – wydaje się być dyskiem.
„Twoja Mandala jest wyzwaniem… Twórczym Wyzwaniem do pracy nad sobą.

13
List
07

Arteterapia i film – czyli filmy przełamujące bariery między ludźmi (part 2)

                                    Klucze do domu ( 2004)

Paolo (Andrea Rossi) urodził się przed 15 laty, poród był trudny, okupiony śmiercią matki i licznymi urazami, które stały się przyczyną kalectwa chłopca. Przerażony ojciec, Gianni (Kim Rossi Stuart), porzucił go, oddając na wychowanie rodzinie żony. Teraz zgadza się odwieźć syna do kliniki w Berlinie na testy. To ich pierwsze spotkanie. W obcym mieście, wśród obcych ludzi, którzy posługują się nieznanym językiem, między ojcem i synem rodzi się niezwykła więź. Jej istotę gotowi są pojąć tylko tacy ludzie jak Nicole (Charlotte Rampling) – matki równie jak Paolo doświadczonej Nadine. Czy jednak Gianniemu wystarczy sił i samozaparcia, by zająć się chłopcem na stałe?

(źródło  http://www.filmweb.pl)